Dwie pożółkłe publikacje, albo Michał Hieronim Juszyński i ślachetna familia Śniadeckich z Gniazdowa

W dniu 22 czerwca 2017 roku w Gniazdowie w kościele p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w dzień wizytacji kanonicznej biskupa Antoniego Długosza poświęcono płytę dedykowaną księdzu Michałowi Hieronimowi Juszyńskiemu (1760-1830).  Tak ziściła się kolejna inicjatywa Stowarzyszenia dla Rozwoju Gminy Koziegłowy, które odkrywa i promuje dziedzictwo historyczne Ziemi Koziegłowskiej. Wykonawcą kamiennej płaskorzeźby w kruchcie kościoła jest Waldemar Musik z Kielc zaś autorem obrazu zamieszczonego poniżej Stanisław Łakomy z Bytomia. Trzy grosze do całości dołożył z własnej sakiewki honorowy członek Stowarzyszenia, Pan Mieczysław Znamierowski z Wrocławia.

Ks. Michał Hieronim Juszyński jest jak dotąd jedyną osobą z naszych stron, która od ponad stu lat ma swoje miejsce w encyklopediach, a w czasach nam współczesnych na internetowych stronach Wikipedii. Zwykle po wpisaniu hasła: MHJ dowiadujemy się, że urodził się w Gniazdowie w roku 1760, a zmarł w Szydłowie 70 lat później. Istotnie musiało tak być, ponieważ dokumenty parafialne potwierdzają, że w Koziegłowach pochowany jest jego ojciec Józef Juszyński (25. 09. 1774) o którym jeszcze napisano, że był dworzaninem za biskupów Załuskiego i Sołtyka i dodano, że całe jego życie i śmierć były budujące. Również tu zmarła jego matka szlachetna Teresa z Moczydłowskich Juszyńska (1788) pochowana pod ołtarzem kaplicy Męki Pańskiej (Compassionis). Również w Koziegłowach w szpitalnym przytułku św. Barbary zmarła w 1779 r. jego babka lub ciotka, szlachetna Anna Moczydłowska.  (Źródło: Ks. Jan Wiśniewski „Diecezja Częstochowska” 1935 r.) W Gniazdowie urodziły się jego siostry Anna i Rozalia oraz bracia Brono, Józef, Jan, Felix i Tomasz. Przyjście na świat Michała i rodzeństwa wynikało z tej prostej przyczyny, że to tutaj jego rodzice mieszkali dzierżawiąc folwark biskupów krakowskich w czasach Księstwa Siewierskiego.

Michał po ukończeniu Akademii Krakowskiej uzyskał tytuł doktora, został księdzem i bibliografem. To zajęcie przyniosło mu sławę i uznanie, które trwa do dzisiaj. Jego głównym dziełem jest Dykcyonarz poetów polskich. Po dwóch wiekach jego książka doczekała się wersji cyfrowej staraniem Google i paru reprintów wydawniczych. Łatwo możemy do niej dotrzeć zaglądając choćby na stronę Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej. Liczba odwiedzających tę pozycję jest ogromna i pewnie będzie tak w przyszłości, bo każdy, kto poważnie zajmuje się historią literatury staropolskiej powinien sięgnąć po Juszyńskiego.

Dykcjonarz (słownik, leksykon, encyklopedia) wydany w roku 1820 liczy dwa tomy składające się z 700 stron tekstu gdzie w porządku alfabetycznym znajduje się 1376 haseł osobowych. Od Mikołaja Abryka do Stanisława Żyznowskiego. Jest tam pouczający wstęp na 40 stronach i dodatek 210 krótkich tekstów anonimowych autorów. Tym sposobem autor nakreślił obraz poetów i pisarzy polskich od drugiej połowy XV do końca XVIII wieku.  Juszyński w swoim przewodniku po literaturze staropolskiej poświęcił kilka stron Mikołajowi Rejowi, ale nie pomija wcale pisarzy mało popularnych i podrzędnych albo też lekceważonych na rynku literackim.

Ta praca badawcza w warunkach rosyjskiej cenzury zajęła mu 20 lat i nie byłaby możliwa bez współpracy z ówczesnymi badaczami oraz świadomości jak ochrona tego dziedzictwa jest ważna w czasie, kiedy Polska ze swoją kulturą stała się łupem drapieżnych zaborców.

Po latach można stwierdzić, że MHJ był w czołówce tamtych patriotów, bibliografów i historyków literatury. Kilku z nich wymienia we wstępie i dodaje skromnie, że jest tylko kontynuatorem ich dzieła. I tak:

Załuski (Józef, Andrzej) rzadkim poświęceniem sił i majątku zebrał nieoszacowane skarby literatury ojczystej. Wydobył wiele dzieł, z których jedne nieznane, drugie zapomniane, a inne wskazane zatraceniu, były zaginęły. Zawsze on będzie polarną gwiazdą wędrownikom w bibliografii polskiej.

Czacki Tadeusz (1765-1813) w nader krótkim życiu dla kraju zgromadził mnóstwo rękopisów i ksiąg do literatury ojczystej należących. Właściciel tak rzadkich i drogich pomników kwitnącego stanu nauk w Polsce. Obdarzony szczególną pamięcią, niezmordowany pracą, pełen głębokiej erudycyi, myślał zawsze dokonać przedsięwzięć Załuskiego. Nieszczęścia kraju, domowe przygody udaremniły wszystkie zamiary. Mnie oddał poetów polskich; z nim zacząłem tą pracę (…), który potem zbiór okoliczności prawie zniweczył. Niech będzie powinna cześć drogiej pamięci tego Męża z wyznania, iż jego zachęceniu i licznym pomocom, wiele w pracy około tego dzieła mu winienem.

 

Biblioteka braci Załuskich (dziś Biblioteka Narodowa) kiedyś jedna z największych na świecie ma za sobą lata wspaniałe i lata tragiczne. Po upadku Powstania Kościuszkowskiego (1794-1795) jej zbiory zarekwirowała caryca Katarzyna II i przeniosła do Petersburga. Po drodze zaginęło ok. 140 tys. z liczby 400 tys. tomów. Podobnie z 20 tys. rękopisów zniszczono lub spalono po drodze ok. 9 tys. Tak samo było ze zbiorem rycin. W latach 1921-1934 Rosja zwróciła część skradzionych nam zbiorów, ale kolejnego zniszczenia dokonali Niemcy w 1944 roku podpalając budynek Biblioteki Narodowej. Wspomniany Tadeusz Czacki był bibliografem i twórcą słynnego Liceum Krzemienieckiego. Był też dla MHJ najważniejszym przewodnikiem w pracy badawczej i wzorem do naśladowania. Podobnie jak Czacki, Juszyński był profesorem Szkoły Wydziałowej w Pińczowie, a później oficjałem Diecezji Kieleckiej. To wszystko ułatwiało mu wizyty w parafiach i poszukiwania w księgozbiorach. Przez wiele lat współpracował z Józefem Maksymilianem Ossolińskim. Spotykał się z Hugo Kołłątajem i Janem Ursynem Niemcewiczem. Nie zyskał może sławy i dorobku wielkości swych kolegów, ale podążał ich śladem i osiągnął własny duży sukces.

Na potwierdzenie tego niech będzie fragment publikacji Souvenirs de Pologne z 1834 r. niejakiego Augusta de Sajve, oficera francuskich kirasjerów, który opisał swój udział w kampanii napoleońskiej 1812 roku, a przy okazji nakreślił dość wszechstronny obraz Polski z opisem miejscowości, obyczajów i historii. Kiedy pisze o literaturze polskiej, kilkakrotnie powołuje się na Juszyńskiego:

(str. 343) Zainteresowani chcący poznać wszystkie utwory, które wyszły spod polskich piór, znajdą mnóstwo książek wskazujących historyków literatury i dzieła poświęcone polskiemu piśmiennictwu. Ja kontentowałem się, gdy zachodziła potrzeba, zaglądaniem do dzieł Brauna, Solignaca, Euzebiusza Słowackiego, Lelewela, Bentkowskiego, Bantkiego, Ossolińskiego, Juszyńskiego i Bowinga – kompetentnych znawców i oświeconych krytyków. Z największą przyjemnością rozpisałbym się na temat wybitnego znaczenia dzieł tych autorów, z których część nie żyje, część Polakami nie jest, lecz rozmiary pracy, które sobie narzuciłem, nie pozwalają zagłębiać się w szczegółowe detale.

(str 354, 355) Biorąc pod uwagę, że – według księdza Juszyńskiego – ilość polskich poetów publikujących swe utwory do roku 1750 bądź po łacinie, bądź w języku ojczystym osiągnęła zawrotną ilość tysiąca dwustu sześćdziesięciu czterech, dodając do tego sporą liczbę poetów, którzy się pojawili podczas panowania króla Stanisława i na początku naszego stulecia (będącego w dziedzinie twórczości literackiej spuścizną tegoż panowania), ogarnia zdumienie, że Polska jest tak słabo znana jako kraj literatury. Niewątpliwie w tej mnogości pisarzy znajdują się bardzo przeciętni, ale trafiają się również utalentowani, godni najwyższego uznania i którzy, gdyby się urodzili w innych krajach, osiągnęliby światową sławę równą najsłynniejszym autorom z Francji, Anglii i Niemiec. (Tłum. z franc. – Krzysztof Jagusiak)

Rusyfikacja i germanizacja dokonały dzieła zniszczenia i wiele cennych zabytków tamtej literatury przepadło bezpowrotnie. Skromnym pocieszeniem do dziś jest Dykcjonarz Juszyńskiego, który gromadzi okruchy tamtego dziedzictwa.

Co jeszcze?

W Galerii Historycznej Barbórka w Koziegłowach można zobaczyć obraz Eugeniusza Musialika przedstawiającą folwark Juszyńskich w Gniazdowie. Akwarela powstała z opisu śp. Honoraty Mzyk. Można też przeczytać kilka listów Juszyńskiego do przyjaciół, które w formie kopii cyfrowych udostępniła nam Biblioteka Jagiellońska.

Jan Śniadecki z Gniazdowa

Tenże Juszyński w pierwszym tomie swojego Dykcjonarza wymienia Krzysztofa Biedzińskiego, który zasłynął w roku 1604 wydaniem Lachrymoe in funebre (Łza z pogrzebu), w której zamieścił Elegię na śmierć Jędrzeja Bodzantyna Śniadeckiego. Juszyński tak pisze: Przed dwiemasty (200) laty ślachetna familia Śniadeckich pisała się z Gniazdowa, tak się podpisał (pod dziełem Promptuarium Concionut) sławny czasów swych teolog i kaznodzieja Joannes de Gniazdow Sniadecki, Archipresbyteralis in Circulo Poenitentiarius, Sandecensis Decanus, Par. Vetero-Sandecensis,  

Powyższy tekst informuje nas, że Jan z Gniazdowa był proboszczem  kolegiaty (św. Elżbiety) w dekanacie Sądeckim  – upoważnionym do udzielenia rozgrzeszenia w wypadkach podlegających biskupowi, a nawet papieżowi. Był osobą skruszoną, ascetyczną, pokutną  (poenitentiarius). Był też dziekanem parafii Stary Sącz. Juszyński nie precyzuje, czy Jan z Gniazdowa był autorem Promptuarium Concionut (zbiór kazań) czy tylko cenzorem tego dzieła wydanego w Krakowie staraniem drukarni Mattheusa Sybeneychera w roku 1606.

Poszukując Jana z Gniazdowa w publikacjach poświęconych historii Nowego Sącza, odnajdujemy książkę ks. Jana Sygańskiego wydaną w 1891 roku pt. Obraz łaskami słynący Matki Boskiej Pocieszenia w Kościele OO. Jezuitów w Nowym Sączu. Już na stronie trzeciej czytamy, że Jan z Gniazdowa Śniadecki był dziekanem tamtejszej kolegiaty i słynnym kaznodzieją w XVII wieku. Autor sugeruje, że Gniazdów może oznaczać słowackie miasto Gnézda, które leży w pobliżu Podolińca na Spiżu (Scepusium).

Na poprzedniej stronie znajdujemy jeszcze taki fragment:

…Z Sącza wyprawił 1410 r. Władysław Jagiełło Witolda, wielkiego księcia litewskiego do cesarza Zygmunta, upominając się o wierne dotrzymanie przymierza. Tu także przyjmował Jagiełło 1412 roku posłów cesarskich: kardynała Branda i wojewodę siedmiogrodzkiego Ścibora, którzy uniewinniając nieprzyjazne dla Polski czyny swego pana, prosili o przedłużenie przymierza. Tu jeszcze 1419 r. odbywały się narady Jagiełły z cesarzem Zygmuntem nad projektowaną wojną turecką. W lipcu 1440 r. przyjmował zamek sądecki gościnnie Jagiełłowego syna Władysława Warneńczyka, króla Węgier, zdążającego na koronacyę do Białogrodu (Stuhlweissenburg), a ztamtąd na wojnę turecką, z której nie miał powrócić. W orszaku wojowniczego króla, obok rycerzy i panów radnych, znajdowała się królowa matka Zofia, wielki książę litewski Kazimierz, wszechwładny podówczas kanclerz i biskup Zbigniew Oleśnicki

To ostatnie zdanie o rycerzach i panach, a także wszechwładnym biskupie Oleśnickim ośmiela mnie do sugestii, że wśród rycerzy i panów stał w pierwszym szeregu Krystyn (I) z Koziegłów z racji pełnienia funkcji kasztelana sądeckiego, a później jego syn Krystyn (II) z Koziegłów pełniący tą samą funkcję kasztelana po śmierci ojca. Koziegłowscy pełnili te zaszczyty w Sączu przez całą kadencję Jagiełły. Obaj bardzo bliscy królowi, a o pierwszym można jeszcze powiedzieć, że Jagiełłę na tronie polskim wymyślił. Obaj wiernie wspierali króla w najważniejszych jego poczynaniach. Obaj też byli właścicielami wsi Gniazdów, co kaznodzieja Jan uznawał za swą ojcowiznę. A skoro o biskupie Oleśnickim też jest mowa to warto dodać, że właśnie jego siostra o imieniu Katarzyna (albo też Małgorzata) była żoną Krystyna (II), czyli panią Koziegłów, Gniazdowa i siedmiu innych kompleksów majątkowych w Małopolsce. Krystyn senior i Krystyn junior sprawując urząd kasztelana sądeckiego pod częste swoje nieobecności, jakim była służba dla króla (np. dowodzenie 42 chorągwią pod Grunwaldem) potrzebowali światłych ludzi do sprawowania urzędu w Sączu. Zapłatą za takie usługi jak to w tamtych czasach bywało, były całe wsie i liczne dziesięciny. Gniazdów mógł, więc być pierwszą trampoliną do późniejszych awansów kolejnych Janów i Jędrzejów Śniadeckich, o których więcej pisali już Adam Mickiewicz i Juliusz Słowacki. W czasach Juszyńskiego, Jan Śniadecki był rektorem Akademii Krakowskiej. Jego talenty to astronomia, matematyka, filozofia i krytyka literacka. Uchodził za radykała i nie był dość łaskawy w pochlebstwach dla Mickiewicza i jego romantycznych idei. Wieszcz Adam odpłacił mu za to karykaturalnym wizerunkiem mędrca w balladzie Romantyczność. Inaczej Słowacki w liście do Wojciecha Stattlera (art. malarz) napisał: Ten człowiek po upadku i wymarciu stanisławowskich czasów wziął w Polszcze berło ducha i utrzymał je aż do roku 1831.

Brat Jana (rektora) Jędrzej Śniadecki był chemikiem, biologiem, lekarzem, a nawet satyrykiem.

Kończąc, pragnę przy tej okazji gorąco i serdecznie pozdrowić całą Kasztelanię Sądecką.

Leonard Jagoda – Stowarzyszenie dla Rozwoju Gminy Koziegłowy

e-mail: stowarzyszenie@kozieglowy.net